A nie pobili sie przypadkiem
A mogli??? Łomatko!!! Nie wiedziałem. Na drugi raz będę uważał z kim ogniskuję na chatkach ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym » Dawno temu w Beskidzie Małym.... czyli za siedmioma górami itd..... :) » Dodaj nową odpowiedź
Wszystkie pola oznaczone (Wymagane) muszą zostać wypełnione.
A nie pobili sie przypadkiem
A mogli??? Łomatko!!! Nie wiedziałem. Na drugi raz będę uważał z kim ogniskuję na chatkach ![]()
Przyjechała jakaś ekipa śląsko-zagłęgiowska na urodziny.
A nie pobili sie przypadkiem ![]()
Fajnie się czytało Twoją relację. Film też ok ![]()
A tak to wyglądało z mojej perspektywy: ![]()
Generalnie ja nadałem temu wypadowi inny tytuł :Weekendowa Potrójna na "wariackich papierach". Zapyta może ktoś - dlaczego??? Śpieszę wyjaśnić ![]()
Nie planowałem żadnego wypadu w ten pamiętny weekend. Kilka dni wcześniej Xaga pisała mi na padu-padu czy nie wybrałbym się z nią i Mat'em na Chatkę pod Potrójną poznać kogoś tam z Appletour'a. Odpisałem wówczas, że raczej nie, z przyczyn "finansowych". Jednak w sobotę rano coś mnie tknęło. Zadzwoniłem do Xagi. Nie odbiera. Może już w drodze? No nic dzwonię do Mat'a i co słyszę? "Odpuszczam bo leje"
No szkoda, to jednak posiedzę w domu. Nie upłynęło 30 sekund i dzwoni moja komórka. Patrzę - Mat. Odbieram i słyszę (ku totalnemu zaskoczeniu) - "Zbieraj się, za 2 godziny jestem w Andrychowie", za chwilę oddzwania Xaga, okazuje się, że ona również jeszcze nie wyruszyła. No to pięknie - mam niecałe dwie godziny aby zrobić zakupy i się spakować. Rajd po sklepach, bo w lodówce tylko światło
, a potem wrzucanie (dosłownie) wszystkiego na szybko do plecaka.
Około 11 spotykam się przy Pałacu Bobrowskich z Mat'em, za kilka chwil dołącza Xaga, nastęnie dzięki uprzejmości rodziców Mat'a zostajemy sprawnie "dostarczeni" do Rzyk Praciaków. Podchodzimy skrótem przez Hatale. Pogoda bardzo niepewna, lecz z godziny na godzinę robi się coraz ładniej. Na chatkę dochodzimy już w słoneczku :-D Szybka instalacja na stryszku i wychodzimy z chatki "na lekko" w stronę Anuli. Po drodze dostajemy info od Angi'ego - są na Żarze, więc trochę im jeszcze zejdzie. My spacerujemy sobie spokojnie w stronę Gibasów. Odwiedzamy Staszka i zabieramy Mat'a na Czarne Działy , oglądamy sobie Czarne Działy II, Dziurę pod bukiem, Lodową i wracamy. Ale zaraz!!! Przecież nie pójdziemy na Anulę. Schodzimy więc do Kocierza Basi, do "szlabanu". Kawałek asfaltem i jesteśmy na pętli w Basiach. Idziemy dalej na dół, do knajpy poniżej Basi. Tam zasłużone piwo, odrobina miejscowego folkloru i niespodzianka. Przemiła pani barmanka otwiera nawet sklep :-D Ostatnie zakupy (kiełbasa na ognisko i ketchup pół roku po terminie przydatności
ale jadalny, wszyscy żyjemy). Mocno wieczorem ruszamy na szlak "chatkowy" i po ok 40 minutach jesteśmy na miejscu. Przychodzimy właściwie "na gotowe". Na chatce ludzi jak mrówków. Przyjechała jakaś ekipa śląsko-zagłęgiowska na urodziny. Ognisko się pali, więc podpinamy się ze smażeniem kiełbasek. Imprezka powoli się rozkręca, my również. Ok 20 dociera wreszcie Angi, Wilczyca i Dzwjedziak. No to jesteśmy w komplecie. Przy ognichu siedzimy do 3 nad ranem, nie brakuje przebieranek, śpiewów przy akompaniamencie TRZECH gitar, pojedynku gigantów czyli Angi vs. Ałtaj. Zieloną perukę przymierza nawet biedny pies Szczepan
co zostało uwiecznione na fotkach.
Rano wita nas deszcz. Powoli (i to bardzo powoli) wygrzebujemy się z naszego legowiska. Śniadanko i myślimy co dalej. Ruszamy już w 6 sztuk w stronę Leskowca. Na początku leje zdrowo. Z uporem maniaków mokniemy przez jakąś godzinkę, ale znów jak poprzedniego dnia pogoda poprawia się z minuty na minutę. W okolicach przełęczy Beskidek wychodzi nawet na moment słońce. Po przepisowych 2 godzinach dobijamy do schroniska na Groniu, jemy, uzupełniamy płyny
... i przeczekujemy..... gradobicie. No cóż, spojrzenie na rozkład jazdy busów z Jagódek i zaczynamy schodzić czarnym na dół, na bus, który jak się okazuje... nie pojedzie
Z resztą nie tylko bus, autobusy MZK również nie mają ochoty na nas zarobić. Xaga dzwoni do swego taty i ten przyjeżdża po nas czerwonym uniakiem. W międzyczasie Angi łapie stopa do Andrychowa. Na szybko ustalamy jeszcze punkt zborny w Andrychowie i spotykamy się ponownie już na dworcu autobusowym. Szybkie pożegnanie i ruszam do domu, Xaga zawozi autem Angiego, Wilczycę i Mat'a do Bielska. Szkoda, że tak szybko się to skończyło. Jednak tak jak wspomniał Wujek Angi - nasze górskie ścieżki dziwnym zbiegiem okoliczności, bardzo często zaczęły się krzyżować po tym zjawiskowym weekendzie w Beskidzie Małym. Można by powiedzieć nawet że: Beskid Mały - connecting people ![]()
Dziękuję za piękny weekend z górami w tle: Xadze, Wilczycy, Dźwjedziowi, Angi'emu i Mat'owi. Oby więcej :-D
I garść fotek: (po kliknięciu w obrazek) ![]()
Wszystkim, którzy nie wiedzą o co chodzi z groźbą cewnikowania, miejscowym folklorem w knajpie w Basiach, czy innymi użytymi w naszych opisach skrótami myślowymi, możemy wyjaśnić sprawę na najbliższym zlocie, ponieważ nie wszystko nadaje się do publikacji na otwartym forum ![]()
EDIT:
Starość, nie radość jak to mawiają
Na śmierć zapomniałem o tym: http://www.dailymotion.pl/video/x9gxld_
nej_travel
To był maj....
IMO relacja powinna się zaczynać tak - "To był maj pachniała Saska Kępa...". No dobra, tam na ślunsku nie macie Kępy, tym bradziej Saskiej ![]()
ze względu na stan mojej łapki...CDN....
Wujku angi, kończ Waść czym prędzej tą relacyję, bo i swoje trzy grosze do niej dorzucę. Wszak przeżyliśmy wtedy wspólnie nietuzinkowy weekend z Beskidem Małym w tle, gdzie deszcz nas nawadniał, cytrynówka odwadniała, wisiała nad nami w nocy groźba cewnikowania, posłuchaliśmy przyogniskowego koncertu na trzy (!!!) gitary, pouciekały nam wszystkie busy po powrocie w doliny (właściwie to nie pouciekały, ale wcale nie miały ochoty jechać), nas (no dobra Xagę) na Hatalach w sobotę chciały pożreć wściekłe psy, a przede wszystkim po raz pierwszy, zupełnie nieplanowanie, spotkaliśmy się w realu (nie mylić z hipermarketem
) I tak już zostało do dnia dzisiejszego... Ehh pociekła mi łezka na samo wspomnienie ![]()
To był maj zawiewało od hałdy
.... zebrało mi się na górki, szybki rekonesans w mapach i padło na Mały, bo jak przysłowie mówi: "małe jest piękne".
Wyruszyliśmy z Wilkowic na Magurke Wilkowicą, niespokojnie patrząc w zacmurzone niebo "bedzie lało", ale co tam jestem Czubem pogoda mi nie straszna. Do schroniska docieram z Wilczyca i Dzwjedziakiem w ciągle padającym deszczu, czas na mały postój taktyczny.... czyli przechytrzenie wroga: kanapki, herbata i piwo. W schronisku w moje łapki dostaje się zdobyczny parasol od pań opiekujacych sie głośną gromadka dzieci....
CD![]()
Po wyjsciu ze schroniska na Magurce przejaśnia się - no to sru i w drogę niebieskim szlakiem do Gaików, nastepnie czerwonym na Hrobaczą i tu małe wyjaśnienie planowo mieliśmy spać na Trzonce, ale po wspólnej naradzie wojennej zostakiśmy na Hrobaczej Łące, gdzie Panie, które zastępowały pana Tadka bardzo serdecznie nas przyjeły. Co było na Hrobaczej: palenie pod piecem kaflowym, wspólne czytanie Pratheta i ogladanie zdjęć małego "czekoladowego"(mulata)wnuczka jednej z Pań w schronisku. Następnego dnia ruszamy do Żarnówce czas na truskawki no bo "my słodziny truskawki" www.appletour.fora.pl reklama musi być wkońcu admin jestem
i dalej czerwonym szlakiem na Żar no wkońcu sie robi ładna pogoda. W knajpie mały popas dla duszy i ciała (piwo i podzwianie beskidzkich panoram
) i ruszamy dalej w kierunku Kocierza, następnie szybki popas przy zajeździe Kocierz i sru na Potrójna. Do Chatki pod Potrójna docieram z mojej ekipy pierwszy
witają mnie Xaga, Mat i nasz sznowny Dziadek Darkheush(łezka się kręci w oku
kto by pomyślał, że od tamtego weekendu nasze górskie drodi mniej lub bardziej są takie same - wspólne
) "A w schronisku św. Piotr z herbata..." no właśnie koncert na trzy gitary, cytrynówka, perułka, groźba cewnikowania.....
śmiechy do samego rana, próba latania kota... rano śniadanko, kawa... szybkie pakowanie sie i ruszamy na Leskowiec tak jak darkheush napisał pogoda nas znów nie rozpieszczała, ale za to pojawiła się salamandra, robin mat, i wszechobecna mgła dodajaca uroku naszej wspólnej tuptaniu przez Krainę Deszczowców później jeszcze było scheonisko na Leskowcu, wspólny popas, pogoda pozwoliła na podziwianie widoków. Czas mija wracamy czrnym szlakiem do Jagódek gdzie miał być bus, ale bus nas olał.... Podziękowania dla całej ekipy, to co kiedy powtórka z rozrywki?
myśle, że na kolejnym zlocie forum beskidu małego
pozdrawiam wujek angi
fotorelacja: http://picasaweb.google.pl/szaman.obraz
Truskawki# oraz kilka zdjęć z archiwum ![]()









[ Wygenerowano w 0.027 sekund, wykonano 9 zapytań ]