Miał być Leskowiec, to prawda , ale w głowie ciągle miałam Gibasy i zastanawiałam się tylko jak to zrobić, żeby w ten weekend tam dotrzeć. Zaczęłam nawet nieśmiało darkheusha podpytywać, czy jeśli się uda wyjść na Leskowiec, czy pójdziemy dalej ... ?
. Bardzo chciałam być przy kapliczce i zobaczyć znajome pyszczki, za którymi już się bardzo stęskniłam
. Droga na Groń JP II minęła głównie na rozmowach, za to na Polanie Beskid napstrykaliśmy trochę fotek, ponieważ oprócz pięknych tego dnia widoków natknęliśmy się na białą naparstnicę i fioletowy modrzyk górski. Przy schronisku, jak pisał darkheush, mogłam w końcu osobiście poznać i uścisnąć dłoń ferdynansowi, z którym do tej pory wymieniałam jedynie maile i posty na forum. Mało tego, okazało się, że chętny jest z nami udać się na Gibasy !
. Po małym odpoczynku, ruszamy w kierunku Leskowca. Na szczycie od razu przyciągnęła mnie piękna róża, a panów całkiem niezła tego dnia panorama
.


W drodze na Anulę dowiadujemy się od ferdynansa wiele nowych rzeczy na temat szlaków, okolicznych szczytów i historii okolicy
. W pewnym momencie, tylko jemu znaną ścieżką, zbaczamy w lewo i pięknym chaszczingiem po paru minutach trafiamy do źródełka Zimna Woda (niestety krzyżyka nadal brak
). Tu robimy małe oględziny kapliczek, ja zachwycam się na podmokłej nieopodal łące żółtymi kwiatami starca górskiego i utrwalam nad źródełkiem niepozorne kwiaty trędownika bulwiastego. Przy okazji przepytuję darkheusha ze znajomości niebieskich kwiatuszków
. Tym razem nie poległ
. I tak drepcząc dalej, „po jednej z dziewczyn z Albatrosa” MK poznaję , że jesteśmy blisko celu
.

Pozostały kawałek drogi na Gibasy, przez który panowie raczyli mnie poprowadzić, to był istny tor przeszkód
w postaci wysokiej trawy, połamanych i pościnanych świerków, których to niestety nikt tu nie chce sprzątać. Niemniej jednak tą niedogodność rekompensuje mi wkrótce widok naszej kochanej kapliczki i chaty Stacha
. Miałam okazję podotykać i pooglądać dotychczasowe dzieło naszych forumowiczów. Kawał dobrej roboty Panowie i Panie ! . Należą się Wam wszystkim prawdziwe słowa uznania !
. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się jeszcze tego dnia z Wami spotkać, niestety nie udało się, a brakowało niewiele
. W chatce za to, czekał na nas Stach i przesympatyczny Keraj
. A u Stacha , jak to u Stacha , zawsze ciepło, miło i z przepyszną ziołową herbatą
. Wracać się nie chciało
. Ok. godz. 15.00 musimy się jednak pożegnać i udać z powrotem w dolinę rzycką . Pogoda chwilowo się psuje. Zaczyna padać drobny deszczyk. Niebawem jednak znowu słońce zechce nam towarzyszyć
. Kolejne pożegnanie z darkheush’em na Anuli, który odbija na Praciaki, notabene jeszcze go czekało tego dnia, jak się dowiemy później z sms-a, nieprzewidziane spotkanie z dzikiem
. Ja z ferdynans'em udaję się przez Klimaskę do Rzyk Jagódek
. To moja pierwsza wędrówka tym szlakiem, dlatego staram się zapamiętać wszystko z opowiadań i wskazówek mojego towarzysza wędrówki
.

Na Klimasce, na polanie z ciekawą amboną myśliwską robimy mały odpoczynek. Sprawdzam, czy mam jeszcze kolano
. Jeszcze jest na swoim miejscu, więc spokojnie, w blasku zachodzącego powoli słońca, schodzimy do Rzyk Jagódek, podziwiając po drodze pięknie rozrośnięte paprocie. Ok. godz. 18.00 żegnam się z ferdynansem, który pędzi jeszcze na os. Mydlarze po swój motor
.
Panowie, bardzo Wam dziękuję za miłe towarzystwo i ciekawie spędzoną niedzielę
. Może tego dnia, nie należałam do najszybszych turystek, ale wierzcie mi , że się bardzo starałam
. Wędrować z Wami to przyjemność
.
po kliku na zdjęcie mój mały albumik z niedzielnej wycieczki 

Ostatnio edytowany przez nena (2011-10-14 16:43:00)
"Tak jak zawsze, kiedy zdarza mi się widzieć coś niebywałego, żałowałem, że nie ma ze mną miłych sercu ludzi, żeby mogli oni też swoje zatroskane oczy widokiem czystym uradować i przemyć, zasługują przecież na to nie mniej niż ja, albo bardziej" /E. Stachura/