Tak jak pisałem w poście w Gorce wybraliśmy się nieco po weekendzie czyli wtorek na środę. Na tą wyprawę umówiłem się z Jagodą B. botanikiem z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska w Katowicach
Z tym wydziałem jestem najbardziej zaangażowany botanicznie. Autobusem nieco spóźnionym odjechałem gdzieś o 7.25 z Kęt do Krakowa
natomiast Jagoda bezpośrednim zakopiańskim autobusem o 7.30 z Katowic do Nowego Targu do którego miałem wsiąść. Do Krakowa dojechałem bez problemów i udałem się po wcześniejszym sprawdzeniu w internecie na przystanek G5 dworcu w Krakowie. To było naprawdę dobrym posunięciem po tym co miało się zdarzyć
Czekam, czekam i autobus nie przyjeżdża, na dodatek w jednej chwili zjechały się same autobusy do Zakopca
Parę telefonów i okazuje się że autobus jest wciąż w trasie bo kierowca pogubił się w Krakowie
Na szczęście autobus dojeżdża po 40 minutowym spóźnieniu
Okazuje się że Jagoda jedzie z koleżanką również botanikiem z tego wydziału. Fajnie się rozmawia bo mamy wspólny temat i znajomych
Czas przejazdu do Nowego Targu szybko mija. Autobus dojeżdża na miejsce chyba z godzinnym opóźnieniem 
Wysiadam razem z Jagodą, natomiast nie wiedziałem że jej koleżanka jedzie do Zakopanego i przez to się z nią nie pożegnałem
Ruszyliśmy w trasę przez Nowy Targ. Plecaki to mamy wręcz przeciwne do siebie
Po drodze restauracyjka, sklepik
Jest dość upalnie. Idziemy dawnym zielonym szlakiem w stronę Czarnotówka gdzie powinny znajdować się poszukiwane przezemnie zbiorowiska. Po drodze mijamy pasące się krowy. Biedne krówki oblezione były przez muchówki
Z trasy roztaczał się widok na Podhale z Nowym Targiem i słabo widoczne Tatry. Trawersujemy przysiółek Do Klocka. Wychodzimy przy pięknym apartamencie
Idziemy w stronę nartostrady. Pytając się turysty o trasę na Turbacz zostajemy źle pokierowani co kończy się długiem chaszczingiem z całymi tymi pakunkami
W międzyczasie udzielam Jagodzie lekcji rozpoznawania paprotników. Stok się robi bardzo stromy i na dodatek trzeba pokonać potok
Ja wpadam jednym butem do wody
Czas szybko mija i okazuje się że nie ma już czasu na dojście do schroniska na Turbacz. Podejmujemy decyzje że przenocujemy w tutejszych okolicach. Pytając się okolicznych mieszkańców o nocleg, proponują nam GOPRówkę. Udaje się nam zarezerwować tam nocleg:) Było to dobrym posunięciem bo zaczyna lać deszcz. Planujemy że następny dzień zrobimy długą trasę przez Gorce, bo w końcu nic z planowanych roślin my nie spotkali
Po przenocowaniu ruszamy zielonym szlakiem w stronę Bukowiny Waksmudzkiej gdzie powinny się stanowiska ciemiężycy zielonej i siedliska dla podejźrzona rutolistnego. Pogoda jest nie najlepsza
Zaczyna siąpić deszczem. Po drodze mijamy kilka kapliczek i spore nagromadzenie szałasów. Wszystkie w dobrym stanie. Robi się naprawdę mokro, więc postanawiam założyć worki na buty by ich nie zamoczyć
Pod szczytem Bukowiny Waksmudzkiej zabieramy się do poszukiwań swoich okazów. Szukamy, szukamy i nic
Więc trzeba zapytać się o to miejscowych, ale na nic się to nie zdaje
Moje worki na butach nie wytrzymują
Jesteśmy przemoczeni. Wreszcie jest 1 okaz ciemiężycy który utrzymał się po założeniu tutaj uprawy owsa
Po przetrzesaniu Bukowiny Miejskiej wracamy w stronę Wisielakówki, mija nas spory tłum turystów. Pod Wisielakówką ukazuje się nam piękna kaplica w której w jakimś czasie odbywają się msze. Potem wyłania się gościu z wielgachnym palem drewna na barku. Z tym palem wygląda jak Schwarzenegger
Później napotykamy na zabawne oznakowanie trasy. Powyżej Wisielakówki mija nas spore stado owiec. Robi się coraz bardziej mglisto co utrudnia nam poszukiwania
O poszukiwaniach podejźrzona nie ma mowy
Już jesteśmy blisko schroniska na Turbaczu, jednak mgła jest coraz większa. Schroniska nie można dostrzec, choć jesteśmy od niego kilkadziesiąt metrów
Po dojściu do niego wreście wyłania się schronisko widmo ; Możemy się nieco wysuszyć i coś zjeść. Po spędzeniu niedługiego czasu w schronisku ruszamy w trasę na Halę Długą gdzie znajdują się poszukiwane okazy ciemiężycy. Idziemy wraz ze stadem owiec które wcześniej minęliśmy. Zauważamy że nie które kuleją na nogi. Biedne przez co muszą przechodzić
Okazuje się że obecnie w okolicach Turbacza prowadzony jest wypas i dlatego prawie nic nie możemy znaleźć
Trafiamy do niewielkiego poletka badawczego gdzie wreście rośnie coś interesującego. Po zrobieniu kilku fotek idziemy w stronę ośrodka gdzie możemy coś się dowiedzieć na temat tutejszej flory
Wracamy w stronę Hali Turbacz. Mgły nie chcą popuścić. Idziemy niebieskim szlakiem w stronę Poręby Wielkiej-Koninki gdzie znajduje się meta naszej wędrówki. Po zchodzeniu z Czoła Turbacza nagle ukazują się poszukiwane ciemiężyce zielone setki, tysiące
W butach mocno chlupie 
Jeszcze dwa kilometry do Koninek, tylko te dwa kilometry robią się strasznie długie
Po długim czasie wreszcie jesteśmy wreście w Koninkach, gdzie znajduje się przystanek z kąd jedzie autobus prosto do Krakowa. Pech chciał że te autobusy zostały wycofane
Więc pozostaje nam zatrzymać jakiegoś stopa. Podworzą nas do Niedźwiedzia jacyś młodzi
I z tąd nic nie jedzie
Więc zatrzymujemy drugiego stopa. Zatrzymuje się jakiś samochód dostawczy z fajnymi gościami gdzie podworzą nas do Chabówki
Z tąd już nie ma problemu z dojazdem do Krakowa. Po wyjściu ze stopa od razu zatrzymujemy autobus do Krakowa i nie mija godzina jak jesteśmy na miejscu. Autobus Jagody do Katowic wyjeżdża o 21.20, a mój do Kęt o 21.50. Żegnamy się. To były dwa dni wielu wrażeń które dla mnie jeszcze się nie skończyły
Okazało się że mój autobus został wycofany bo się zepsół, a kierowca dał drapaka z kluczami. To był ostatni autobus na którego czekało gdzieś 20 osób
Wszyscy byli nie wiedzieli co zrobić. Ja postanowiłem że dojadę pociągiem do Oświęcimia gdzie mam wujka u którego przenocuje. Pociągiem jadą jacyś chińcycy i różni obcokrajowcy. U wujka jestem gdzieś po północy dla którego jestem niespodziewanym gościem
Do domu wracam następnego dnia.
Fotografie z tej wyprawy mam umieszczone na stronie http://www.bio-forum.pl/cgi-local/board
7267.html. Niestety jest od jakiegoś czasu dostępna tylko dla zarejestrowanych.