Temat: W leśnym sadzie ... majowy Gancarz
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach."
/Maya Angelou/
Mądre, piękne słowa ![]()
W południe sms od kisiela – schodzi do domu i zachwyca się Klimaską.
Odpisuję, że może też się gdzieś dzisiaj z domu ruszę
. W końcu, skoro się dobrze zaczęło majówkę, trzeba ją też ciekawie zakończyć !
Wychodzę popołudniem, ok. 14.30 z zamiarem dotarcia do łączek, ale po drodze rodzi się pomysł, żeby może i szczyt z krzyżem zaliczyć … ? Jest przyjemnie ciepło, nawet duszno, aura przedburzowa. Na szczęście do wieczora nie pojawi się żadna burza pomimo zwiastujących ją na niebie chmur. Jest naprawdę pięknie, biały kwiat na tarninie i czereśniach jeszcze się całkiem nieźle trzyma, pomimo tego, że wiatr unosi w powietrzu białe płatki, które mięciutko lądują we włosach i pod stopami. Taki biały „majowy śnieg”
.
Wróciłam w te same miejsca z powodu kwitnących dzikich gruszy i jabłoni, które cztery dni wcześniej - 1 maja -zastałam dopiero w fazie pączków. Trafiłam w 10 – tkę zarówno z pogodą jak i z czasem. Dzikie grusze są tak urzekające w pełni kwitnienia i pachną tak pięknie, że nie sposób sobie odmówić przyjemności ich oglądania i upajania się ich zapachem, zwłaszcza wieczorem.
. Dzikie grusze, obok jabłoni, wiśni i tarniny rosną dosyć licznie na południowym stoku Gancarza.
Tradycyjnie robię już po raz enty zdjęcia okolicy. O każdej porze roku widoczki z tego stoku są naprawdę piękne. Kto był, na pewno się ze mną zgodzi.
.
Dalej ruszam ścieżką ostro pod górę, wchodząc w zielony las
. Buczyna karpacka w maju to soczystozielona dżungla, dlatego postanawiam podchodzić pod szczyt inaczej niż zwykle tj. na przełaj (pomijając nieco szlak zielony i wyjeżdżoną przez ciągniki drogę). W ten sposób wychodzę niemal pod samym szczytem. Przypadkiem trafiłam na kawałek całkowicie wyciętego lasu pod Gancarzem. Smutne miejsce
.
Szczyt przywitał mnie ciszą, taką sobie widzialnością i niestety strasznym bałaganem. Ktoś sobie rozpalił na nim ognisko, pozostawiając po sobie po prostu – syf.
Polana na szczycie Gancarza jest przecież malutka. Jacyż to musieli być bałaganiarze i flejtuchy, że takiego małego skrawka nie chciało im się za sobą posprzątać. Na szczycie nie zabawiłam długo (ciężko wysiedzieć widząc dookoła masę śmieci) dlatego lekko zniesmaczona schodzę z powrotem, kierując się w stronę łączek
, gdzie zostanę aż do zachodu słońca. ![]()
Przy zejściu cały czas towarzyszy mi admirał. Wystarczy przysiąść na pniu, a zaraz oczom ukazuje się bogaty mikroświat lasu
.
Pod lasem spotkałam pasącą się sarenkę. Niestety dostała histerii na mój widok, dlatego fotki brak
, dwie samiczki zwinki, które zwinnie zdążyły się przede mną schować.
Jedynie padalec był obojętny i dał sobie na spokojnie zrobić kilka zdjęć.
Po zachodzie słońca ptaki urządzają sobie koncert ze zdwojona siłą , kwiaty pachną mocniej niż za dnia, a niektórzy wychodzą na łowy…
Natknęłam się na ten piękny okaz tuż nad domem, nie spodziewając się zupełnie, że tego dnia spotka mnie na koniec taka niespodzianka !
. Prawdopodobnie czyhała na kolację ( bo chyba nie na mnie … ?
). W domu pojawiłam się ok. 20.00.
. Warto było spędzić prawie pięć godzin obcując z przyrodą. Nic człowieka lepiej nie uspokoi na koniec długiego weekendu, jak bajeczna wiosenna zieleń.
. Przez cały ten czas nie spotkałam żadnego człowieka. Piękne popołudnie … .
Reszta zdjęć z mojej niedzielnej wycieczki wraz z kilkoma panoramkami po kliku na zdjęcie poniżej. ![]()